Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blog.pl
Blox.pl
Szabloniki
Ulubieni pisarze i książki
Uroda
|
Wszystko co się nam przytrafia, dzieje się zawsze z jakiegoś powodu. Ale i tak życiem rządzi przypadek....
wtorek, 15 maja 2012
Ula lala... Coraz rzadziej tu zaglądam. W zasadzie, jakby mi sie chciało (a to jest mój problem w tej chwili), to codziennie mogłaby się znaleźć tu jakaś notatka czy obserwacja... Ale mi się nie chce. Nie chce mi się też rano wstawać do pracy, w pracy pracować, czytać, uczyć się, iść na spacer czy nawet do sklepu... Przyjeżdżam z pracy, jem i kładę się spać. Wstaję, siadam do kompa, ogladam tv, idę spać.... I tak codziennie. Książki leżą i czekają.... nawet 2 czy 3 zaczęłam, ale.... nie chce mi się... Nadal ciągle czuję się zmęczona, znudzona i zniechęcona. Nawt teraz zupełnie przypadkiem kliknęłam na bloxa i skoro weszłam to piszę, ale mi się już nie chce....
sobota, 25 lutego 2012
Jak na wielkość niechęci do tych studiów, wyjątkowo dobrze poszła mi sesja. Kurczę, tylko jedna trója, reszta czwórki i piątki. A trójka z toto-lotka :) No i muszę dalej studiować.....
piątek, 30 grudnia 2011
Jak co roku o tej porze przyszedł czas na rachunki. Co się udało, było pozytywne, miłe? - skończyłam jedne studia, zaczęłam kolejne - zrobiłam w końcu to cholerne prawo jazdy, mam autko i JEŻDŻĘ! - w pracy jak to w pracy, NA SZCZĘŚCIE bez ekscesów - dziękuję, dzieci zdrowe :) rodzice też! Z rzeczy mniej pozytywnych: - ciągle źle się czuję!!! na okrągło zmęczona, śpiąca, zblazowana, rozlazła, mam kłopoty z pamięcią, koncentracją, żołądkiem, wagą.... - często wkurzam się 'do białości' - głównie na synka i ojca! chyba mam problem z facetami :) - nowe studia mi się w ogóle nie podobają, już raz miałam ochotę je rzucić, ale akurat przyznali mi stypendium.... zobaczymy jak mi pójdzie sesja, jak nie przeskoczę, to zrezygnuję, trudno, nie muszę mieć mgr przed nazwiskiem :D - ciągle brakuje mi kasy, teraz, kiedy muszę tankować przynajmniej raz w tygodniu, brakuje mi jej coraz bardziej.... - no i nie znalazłam swojego 'księcia' - ale po prawdzie, to i nie szukałam..... To tyle, jeśli chodzi o 2011. Co chciałabym w 2012? DUŻO kasy! Żeby mi się poprawiło i w głowie i w reszcie, bo naprawdę już nie daję rady. Czyli zdrowie. Jakiś miły pan też by się przydał, bo z życia towarzyskiego, to ostatnio pozostał mi tylko facebook.... Już nawet moje dzieci i moi rodzice maja bogatsze życie 'damsko-męskie'!!! Znaczy chodzą na randki! No jeśli chodzi o studia, to widzę, że to nie moja bajka. Ekonomia nigdy mnie nie pociągała, w dodatku z zarządzaniem w komplecie. Z drugiej strony, moja natura jest taka, że jak już coś zacznę, to chciałabym skończyć. Ale jak nie dam rady w sesji, to płakać nie będę. A więc w skrócie, czego sobie życzę?: zdrowia, miłości i kasy :) Przypadkowym czytelnikom życzę co najmniej tego samego.
wtorek, 08 listopada 2011
No, jeżdżę już piąty miesiąc. Brzuch przestał boleć, teraz się wkurzam, jak pomyślę, że miałabym NIE jechać gdzieś autem tylko np autobusem.... A niestety to mnie czeka w najbliższym czasie, bowiem... zbyt szybko ucieka mi kasa! Oczywiście wydaję na paliwo prawie połowę pensji, a reszta przestała starczać na życie... Ups.... Nie wiem czy jestem lepszym kierowcą niż 5 m-cy temu, ale na pewno wreszcie przestałam się tak stresować. A dzisiaj po raz pierwszy w życiu jechałam we mgle (jako kierowca), koszmar!
wtorek, 04 października 2011
No to zaczęłam kolejny etap. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale zapisałam się i dostałam się i nawet już byłam na zajęciach...I wcale mi się nie podoba...... :(
wtorek, 09 sierpnia 2011
Już 2 miesiące jeżdżę. Codziennie do pracy, ale też w inne miejsca. Nawet po Warszawie jeździłam troszeczkę i to nie swoją 'Hanką'... Jedyny problem, nieustający, który trwa od tych 2 miesięcy - to kłopoty trawienne. Nie wiem czy to stres (egzaminy+jazda) czy coś złapałam, czy Dukan rozwalił mi układ pokarmowy, ale wkurza mnie to bardzo, bo na dodatek wcale nie chudnę!!! A moja pani doktor dzisiaj zaproponowała mi... przejście na dietę... żadnych badań, lekarstw, tylko ryż.... którego nie znoszę! Nie wiem, czy to niekompetencja czy zwykłe olanie sprawy.... Gdyby nie to, że rzeczywiście nie tracę na wadze, to chyba byłby poważny problem? A wczoraj byłam 'aż' w Kościerzynie.... No dobra, nie będę ukrywać, wiadomość, że mam jechać powoduje u mnie ból brzucha i wizytę w kibelku.... za każdym razem.... jak już jadę, to oczywiście jestem spięta, ale już jadę, więc przestaje, ale jak tylko pomyślę, że mam jechać.... i nie wiem co z tym zrobić! jeszcze rano jest jako tako, ale jak wracam z pracy - masakra w brzuchu.... myślałam, że z czasem mi przejdzie, albo na tyle się przyzwyczaję, że ... ale 2 miesiące i ciągle to samo! A nie chcę zrezygnować! Tyle czasu walczyłam, a teraz miałabym przegrać ze sobą? A dziś dostałam informację, że jestem studentką drugiego stopnia.... Chyba mnie porąbało do końca.... :)
piątek, 08 lipca 2011
poniedziałek, 04 lipca 2011
Ja pikolę.... Czytam i czytam, powtarzami, przepisuje, rysuję i... cały czas wiedza odbija się od mojej mózgownicy jak piłeczka.... No po prostu żenada! Nie umiem uczyć się na pamięć! Im bardziej się denerwuję tym bardziej jestem oporna na wiedzę. Jak udało mi się przeżyć te 3 lata? Przecież ja to wszystko już miałam, pisałam kolokwia, nawet odpowiadałam... Fakt, że nie z teoriii.... Ja pierdzielę, nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich bibliotek C? O omówieniu ich już nie wspomnę... Ale będzie wstyd jak nie zdam! Masakra!
niedziela, 03 lipca 2011
Zbliża się szybkim krokiem dzień egzaminu dyplomowego. Zajebiście. Nie mam ani krztyny weny do nauki. Oczywiście, 'cośtam' robię, ale... Niewiele pozostaje mi w głowie! No i niestety wymyslam sobie zajęcia inne niż nauka np pisanie tu i teraz.... Pracę co prawda podzieliłam sobie sensownie i nawet trzymam się planu, ale jak już wspomnałam - tylko część zostaje w zwojach.... Cały czas myśl ucieka: co ja będę robiła jak skończę... No właśnie: JAK skończę, a z moim podejściem.... No cóż, chyba jednak wracam do notatek, żeby nie kusić licha...
niedziela, 26 czerwca 2011
No to nabawiłam się wrzodów żołądka oraz zostałam rodzinnym kierowcą.... Od pierwszego dnia jeżdżę - tylko 1 dzień nie siedziałam za kierownicą, brzuch mnie boli już notorycznie. Rodzinka jednak uznała, że 'nic to' i codziennie wymyślaja dla mnie jakieś zadania terenowe.... Dzisiaj np był cmentarz Łostowicki...., wczoraj Black Red White, przedwczoraj imieniny Jana, dzień wcześniej - urodziny innego wujka... i tak jest codziennie... Z jednej strony to dobrze - jeżdżę w różne 'rejony', a z drugiej - mój brzuch tego w końcu nie wytrzyma....
piątek, 17 czerwca 2011
Jeżdżę już tydzień. Czasem trąbią - jak mi zgaśnie na skrzyżowaniu :), ale zaledwie kilka razy. Denerwuję się bardzo, szczególnie popołudniu, kiedy są największe korki i niektórzy tak się spieszą, że nie przestrzegają zasad.... Zauważyłam też, że mój 'luz' zależy od butów - w niektórych jeździ mi się lepiej. Ale i tak jestem spięta...
piątek, 10 czerwca 2011
Wczoraj odebrałam prawko. Popołudniu cała rodzina wpakowała się do samochodu: no to jedziemy! Nie boicie się? Oj tam, oj tam..... Kiedy zaparkowałam pod IKEą i wysiadłam - nogi się pode mną ugięły.... Dzisiaj pojechałam do pracy. Sama. Nikt nie trąbił. Teraz siedzę i myślę: cholera, jeszcze trzeba będzie wrócić! :) Oj tam, oj tam.....
piątek, 20 maja 2011
ZDAŁAM!!! Hurrrra! Nareszcie!!! Tak czy siak miał to być ostatni raz. A jutro przecież koniec świata o 18-stej :) Jestem nienormalna. Strach i chyba histeria powodują, że nie mogę zdać. Dzisiaj daję sobie ostatnią szansę, jak się nie uda, to odpuszczam. Nie wiem czy na zawsze, ale na pewno na jakiś czas. Nie mam siły na ciągłe nerwy. Cały dzień boli mnie brzuch, chociaż staram się nie myśleć o tym cholernym egzaminie. Najbardziej wkurza mnie to, że nawet egzaminatorzy mówią, że sobie dobrze radzę na ulicy, nie mówiąc już o moim instruktorze, który nie może wyjść z "podziwu", że oblewam... Najczęściej zawodzą mnie nerwy i mi gaśnie, albo zrobię niekontrolowany ruch i wjeżdżam tam gdzie nie powinnam. Cholera, zaraz pęknę! Lubię jeździć, dobrze czuję się za kierownicą, jestem w miarę ostrożna i uważna, chociaż zdarza mi się "depnąć". Dopóki nie wsiądę do samochodu egzaminacyjnego... Wtedy zaczynam się trząść, ręce i nogi mi lataja, wydaje mi się, że mam pustkę w głowie... Albo rzeczywiście się oszukuję i powinnam sobie darować, albo udać się na jakąś psychoterapię!
środa, 30 marca 2011
Wydaje się najbardziej 'lajtowy'. Uczyć się trzeba - czego jeszcze nie zaczęłam robić...., ale wykładowcy są całkiem fajni, zajęcia przyjemne - nawet rachunek prawdopodobieństwa jestem w stanie znieść. Tylko, że kiedyś muszę zacząć się uczyć na egzamin... A mi się nie chce. Narazie. No i muszę wreszcie zapisać się na egzamin na prawko. Chyba dojrzałam.
czwartek, 24 lutego 2011
No to znowu mnie pogięło. Dosłownie. Rwa kulszowa vel lumbago... Cholera, ja się naprawdę starzeję!!! Tak mnie bolało, że poszłam do lekarza - co rzadko robię w takich 'lekkich' sprawach. Lekarka mnie nastraszyła, kazała leżeć i przyjmować silne leki przciwbólowe.... No to leżę i oglądam filmy. Sagę 'Zmierzch', Social Network, Slamdoga... Mam jeszcze Ondine, Czarnego łabędzia i Salt... A od soboty - o ile wstanę, znowu szkoła. Zaczyna się 'lajtowo' - tylko 3 godzinki, co prawda matematyki, ale TYLKO 3 godziny! W niedzielę będzie tego więcej, od 9 do 19 prawie, ale z fajnymi wykładowcami.... Dam radę?
niedziela, 20 lutego 2011
Cudowne dwa tygodnie wolności. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo brakowało mi czasu, żeby nie mysleć o egzaminach i innych pierdutach, żeby poczytać książkę lub po prostu nic nie robić. Oczywiście nadal z pracy wracam zrąbana, ale NIE muszę robić zadań.... Od przyszłego weekendu znowu się zacznie, ale z planu wynika, że będę miała całkiem sympatyczny skład wykładowców - to i może łatwiej będzie. Z kolei za 2 tygodnie po zajęciach umówiłam się z przyjaciółkami do SPA...
niedziela, 06 lutego 2011
Kiedyś musiał być ten pierwszy raz..... Oblałam analizę... Najśmieszniejsze jest to, że zdałam egzaminy z przedmiotów o wiele dla mnie trudniejszych... Masakra! Normalne zaćmienie umysłu miałam, chociaż przygotowywałam się do tej analizy gruntownie - na egzaminie pustka....
niedziela, 30 stycznia 2011
Być może za wcześnie na fajerwerki, ale ZALICZYŁAM już 3 egzaminy!!! Najgorsze z najgorszych, w tym jeden ustny :), który śnił mi się po nocach - kiedy tylko udało mi się zasnąć, a jego przerażająca wymowa znów mnie budziła... i tak w kółko przez ostatni tydzień.... Koszmar za mną, został jeszcze jeden dość ciężki egzamin z analizy matematycznej, na który mam zamiar uczyć się przez cały przyszły tydzień. Mam nadzieję, że uda mi się go zaliczyć. Ale do fryzjera pójdę dopiero PO wszystkich egzaminach... tak na wszelki wypadek.... | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||